Polecam po 100 kroć warsztaty fotograficzne prowadzone przez Nikodema Szymańskiego. Zbliżają się wakację, warto czasem posiąść podstawową wiedzę jak uwiecznić chwilę żeby móc ją podziwiać nawet za kilkadziesiąt lat. Tak, tak … dobrze zrobione zdjęcie to pamiątka do której się często powraca. Nikodem jest autorem większości moich zdjęć, ma anielską cierpliwość i dobre podejście dydaktyczne poparte doświadczeniem. I Ty możesz pokochać fotografie.
Warsztaty fotograficzne
Zapraszam również na www.aga.superlinia.pl – tam możecie przeczytać najnowsze moje komentarze, dyskusje, wpisy…
Śniło mi się kiedyś, że jestem w sklepie z pięknymi kreacjami w moim rozmiarze. Wszystkie przymierzam, przeglądam się w lustrze. Feria barw, miękkość materiału, krój – wszystko współgra ze sobą a ja czuję się piękna. Niestety ze snu wyrwał mnie mój pies, który upominał się o poranny spacer. To było dawno temu… W czwartek po raz pierwszy od tego czasu uwierzyłam, że sen może się spełnić. Projektantka, artystka a przede wszystkim kobieta obdarzona niezwykłą wyobraźnią Małgosia Dudek, otworzyła w Warszawie swoje atelier. Zostałam zaproszona na owo wydarzenie i z nieukrywaną przyjemnością wybrałam się do Warszawy – pomimo problemów z PKP i ulewnego deszczu nad stolicą. Małgosia tworzy niesamowite kreacje, przepełnione kobiecością i seksapilem. Uroczystość otwarcia upiększyła swoim śpiewem Justyna Reczeniedi, sopranistka o głosie przyprawiającym o gęsią skórkę. Duża dawka kultury, sztuki i artyzmu w murach kamienicy przy ulicy Chmielnej. No dobrze… ale gdzie tutaj miejsce na spełnienia mojego snu? Małgosia stworzy kreacje dla kobiet takich jak ja. Nie chcę zdradzać szczegółów aby nie zapeszyć, ale wierzę, że jest to nowy rozdział dla wszystkich kobiet, które chcą wyglądać atrakcyjnie, cenią jakość i oryginalność – a do tej pory nie znalazły takiego miejsca, gdzie ich marzenie zostanie spełnione.
Przedstawiam Wam stronę Gosi : http://www.malgorzatadudek.com/ oraz stronę atelier http://www.biancaneve.com.pl/
Słomiany zapał narodu
Jeszcze w sobotę obiecałam sobie, że racji powagi sytuacji i szacunku do osób, które zginęły w tej ogromnej tragedii nie napiszę nic w swoim blogu. Wzruszona byłam tym co widziałam w telewizji i wręcz przez chwilę poczułam coś w rodzaju wyrzutów sumienia – dlaczego ja nie zapalę znicza, nie pójdę do Kościoła – przecież powinnam brać wzór z tych setek tysięcy ludzi pokazanych na każdym polskim kanale. Przyznam, że oglądałam relacje z miejsca tragedii a później z powitania śp. Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na lotnisku. Ponieważ pierwiastek ludzki ma dla mnie większe znaczenie od polityki, czy też spraw ogólnonarodowych – bardzo współczułam i współczuję rodzinom, którzy utracili tak nagle najbliższych. Nie dorabiam ideologii, nie przypisuję wartości większych czy mniejszych dla poszczególnych ludzi – każdy z nich był człowiekiem, miał swoje wady i zalety i za śmiercią każdego z nich osobna idzie prawdziwa trauma, nieopisany ból i bezsilność członków rodziny. Nie chcę sobie nawet tego wyobrażać, ja to czuję i jest to główny powód dla którego w swój sposób, subiektywny sposób przeżywam to co miało miejsce w sobotę. Jeżeli mam być szczera, nie wierzę w chwilowe zrywy i nie wierzę w to, że coś one zmienią w nas. Celowo piszę w nas, bowiem utożsamiam się w tej chwili z całym narodem. Ba, nie podzielam nawet zdania opiniotwórczych wypowiedzi redaktorów czy polityków, iż ta przyszła kampania wyborcza będzie spokojna i kulturalna. To co czytam na forach internetowych wczoraj, dzisiaj i to co zapewne przeczytam za parę dni budzi przerażenie. Ile jadu jest wylewane, ile pomówień i słów, które nie powinny być w takich chwilach przytaczane. Jedna strona obrzuca błotem drugą stronę i na odwrót (zwolennicy i przeciwnicy PISu i PO). Ech ta hipokryzja… nasza narodowa cecha. Stąd też nie zmieniam zdjęcia w profilu na naszej klasie, nie idę za tłumem i z tłumem zapalać znicza i nie przechwalam się o swoim patriotyzmie. Zostaję w domu i w swój subiektywny aczkolwiek szczery i prosty sposób łączę się w bólu z rodzinami zmarłych i oddaję cześć tym których już nie ma wśród nas – bez względu na to czy byli mi bliscy czy dalecy ideologicznie.
Minęło wiele lat zanim uporządkowałam w mojej głowie co jest dla mnie ważne i mniej ważne. Pominę aspekty rodzinne, zawodowe, zdrowotne a skupię się wyłącznie na relacjach z płcią przeciwną. Przyznam się szczerze, że nie raz wypłakiwałam łzy w poduszkę widząc moje nastoletnie rówieśnice, koleżanki umawiające się z chłopakami na randki. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nie zapraszał na imprezy, nie podrywał, nie oglądał się. Częściej słyszałam „ale jesteś brzydka”, „zrób coś ze sobą” niż jakikolwiek głos zainteresowania moją osobą. Owszem, był ktoś od 15 roku życia przy moim boku, ale patrząc przez pryzmat czasu, Tomek pozostał w mojej pamięci jako bliski przyjaciel niżeli chłopak. Rozstaliśmy się w przyjacielskich relacjach, Tomek nawet przewiózł moje rzeczy do Krakowa kiedy wyprowadzałam się tam tuż po ukończeniu liceum. Dla dorastającej dziewczyny brak zainteresowania ze strony chłopców to prawdziwy dramat. Z upływem lat i przypływem dodatkowych kilogramów wcale nie było lepiej. Podpierałam ściany na dyskotekach, a zaczynając i kończąc tańczyć nikogo nie było koło mnie. Nikt nie puszczał do mnie ukradkowych spojrzeń, uśmieszków, nikt nie zagadał i nikt nie odprowadził potem do domu. Jak to się mówi prostym językiem – lipa:). Jakież moje zdziwienie było kiedy w programach telewizyjnych wypowiadały się dziewczyny, kobiety często bardziej otyłe ode mnie opisujące niewiarygodne powodzenie u mężczyzn. Królowe życia nocnego, gwiazdy rozchwytywane przez największe dyskotekowe ciacha. Każdy mężczyzna wg ich opowieści był gotowy rzucić wszystko dla choćby jednego tańca z nimi. A co ze mną? Dlaczego nikt nie zwraca na mnie uwagi, czy aż tak źle wyglądam? Ta jedna myśl wpędzała mnie w jeszcze większe kompleksy i pozbywała już i tak resztek poczucia wartości. Niby błahostka, nic nie znaczący fakcik a jakże bolesny… Przestałam bywać w miejscach publicznych typu klub, pub, dyskoteka. Internet stał się moim oknem na świat, furtką do poznawania ludzi i przez wiele lat pozwolił nawiązać znajomości, które do dnia dzisiejszego bytują w moim osobistym, realnym życiu. Przez Internet poznałam m.in. kobiety podobne do mnie, które dzieląc się swoimi doświadczeniami otworzyły mi oczy, że nie tylko ja przez te „opowieści dziwnej treści” o nadzwyczajnym powodzeniu uważałam się za tą gorszą.
Drogie panie, jeżeli czujecie się źle i odbieracie siebie w sposób taki jak ja kiedyś, to wiedzcie iż nie jesteście w tym osamotnione. Media kreują modę, kanony, są opiniotwórcze i chcą koniecznie kierować umysłami ludzi, pozbawiać ich możliwości „myślenia”. Nie mówię oczywiście o wszystkich mediach i nie nakazuję w żadnym wypadku bojkotowania ich. Potrafimy myśleć, więc nie dajmy sobie wejść na głowę bo myślenie wcale nie boli.
Na koniec mała anegdota sprzed paru dni.
Dzwoni do mnie pani z telewizji i wygłasza peany na temat moich zdjęć, podejścia do życia, misji. Same ochy i achy, jakaż to ja jestem wspaniała i cudowna i że miło im będzie mnie gościć w programie. Po kilku minutach słodzenia, pani jeszcze bardziej miło opowiada o temacie programu. – Pani Agnieszko, chcemy aby Pani opowiedziała nam o powodzeniu u mężczyzn, o tym że dzięki większej ilości kilogramów jest Pani atrakcyjna i potrafi Pani korzystać z tego, dobrze się bawić. Niech pani opowie o nocnym życiu o królowaniu na parkietach i uwielbieniu przez to dla każdego kawałka Pani ciała. Chcemy poznać Pani historie na temat mężczyzn. Odpowiedziałam Pani, że dla ich programu jestem za nudna. Ten sam mężczyzna u mego boku od lat, nie chodzę sama do klubów, nigdy wcześniej nie miałam powodzenia, podpierałam ściany – słowem nudziara. Myślałam, że dadzą sobie spokój, jednak po kilku dniach inna pani z tej samej telewizji prosiła mnie o namiar do jakiejś mojej koleżanki, która mogłaby przyjść do programu i opowiedzieć o tym co chcieli usłyszeć ode mnie. Wczoraj odczytałam wiadomość na skrzynce mailowej od kolejnej pani – w tym samym temacie…
Ech… (westchnęłam, nabierając powietrza w płuca) bez komentarza.
“Klub anonimowych alkoholików”
Tematem mojego dzisiejszego wywodu jest anonimowość. Temat nudny jak flaki z olejem i oklepany tysiące razy we wszelakiej maści publikacjach.
Moja obecność w sieci nauczyła mnie, że wyraz „anonimowy” występuje w nazwie „klub anonimowych alkoholików” i stanowi TYLKO i WYŁĄCZNIE słowo bez jakiegokolwiek znaczenia i odniesienia. Przyjemnie jest anonimowo i uprzejmie donosić na kogoś, anonimowo także udzielamy cennych wskazówek na temat czyjegoś wyglądu. Ba, w tym ostatnim przypadku owa anonimowość dodaje nam skrzydeł i ułańskiej fantazji. Anonimowo niech teraz każdy kto to czyta uderzy się w pierś i zada sobie pytanie – czy kiedykolwiek nie popuściłem wodzy fantazji zamieniając się w znawcę, krytyka, kreatora czy też uczciwego i prawego obywatela aby ulżyć w swej niedoli niespełnionego do końca człowieczka? Nic tak nie cieszy i nie spełnia jak znalezienie u kogoś wad, które skrywamy bardzo anonimowo u siebie – czyż nie?:). Ok, dosyć tego lania wody, przejdźmy do przykładu, czyli tego co lubię najbardziej:).
Razu pewnego, pewien anonimowy internauta, w chwili przypływu wolnego czasu, postanowił jak już wspomniałam wcześniej – ANONIMOWO zabić nudę uświadamiając mnie, że takie osoby jak ja za dużo jedzą. Pozwólcie, że ugrzecznię i skrócę myśli tegoż internauty, które przelewał potem w smsach do mnie szczycąc się swoimi sposobami zdobycia numeru telefonu. Sms za smem gonił kolejnego smsa. Rano, w ciągu dnia i w nocy nawet, ale te nocne dochodziły dopiero rano po włączeniu telefonu. Dzień za dniem uświadamiał mi, że ów „tajemniczy wielbiciel” niezbyt wiele ma do roboty, chociaż gdyby dobrze się postarał to mógłby zarabiać na pisaniu bajek – bo sądząc po treściach wysyłanych do mnie posiada takowe zdolności. Dobre serce miał, trzeba przyznać… gotów był nawet przeprowadzić akcje zbierania pieniędzy na głodujące grube baby. Marnuje się człowiek i aż żal mi się w końcu zrobiło –pisze i pisze i nie otrzymuje ode mnie żadnej odpowiedzi… Zawsze anonimowo, zdradzać go mogły jedynie bramki sms z których korzystał wyczerpując dzienne limity wysyłania wiadomości. Ten jeden, jedyny raz nie skasował nr gadu gadu z treści smsa. Nikt przecież nie lubi pisać w ciemno, bez korespondencji zwrotnej; postanowiłam z litości znaleźć nadawcę. Niczym kula szpiegula wklepałam numer w Google z nadzieją rozwiązania mojej zagadki. Jest, bingo – co za radość! Imie, pseudonim, wiek i miejscowość. A co mi Google powie, jeżeli wpiszę pseudonim plus miejscowość? „~ink (…)” + Kielce – adrenalina rośnie, już blisko, co raz bliżej i jest! Pan się bardzo udzielał na forach internetowych w szczególności na gazeta.pl i Onet. Wiedza z każdej dziedziny, cóż za inteligencja, dar słowa, nie mogę wyjść z podziwu. Nawet gdzieś tam wyżalił się, że ma 55 lat, brak pracy i nikt go nie chce przyjąć bo za stary. Zostawił swój adres mailowy z nadzieją nawiązania kontaktu z przyszłym pracodawcą. No to hop ctrl C adres mailowy i siup ctr V w Google. Niemożliwe! – imie i nazwisko! Ostatni mój krok to portal nasza-klasa, skoro tak prężnie działa w sieci to nie ma opcji aby nie miał profilu na tym portalu. Ha, ha, ha – jeden jedyny taki 55 letni facet z Kielc. To musi być on! Każdy człowiek jest piękny, więc mam nadzieję, że on także posiada piękno tylko ukryte i to niestety bardzo głęboko. Niski, gruby, łysy na tle kalendarza z blond pięknościami… i wszystko na temat:). Ot to cała anonimowość … Tym optymistycznym akcentem zakończę moją opowieść, podpowiadając tym, którzy czują się bezkarnie w internecie; że wszędzie zostawiacie po sobie ślad i inni wcale nie muszą podejść do tego tak humorystycznie jak ja. Zabawa może skończyć się sprawą w sądzie, a wtedy nikomu już nie będzie do śmiechu.
Dzisiaj krótko: nie lubię przeklinających, wręcz wulgarnych kobiet – mężczyzn z resztą też! Babki z pazurem, z wrodzoną asertywnością i dyplomacją – TAK. Myśl rozwinę w najbliższym czasie, pora na odchamianie. Uszy bolą, zęby bolą i głowa puchnie … czy tak wygląda współczesna wyzwolona kobieta? Nic, muszę się z tym przespać…
Z czym Wam się kojarzą Święta? Moi znajomi rozpatrują Święta na trzy jakże różne punkty widzenia. Pierwsi mówią: Znowu te święta, znowu mycie okien, sprzątanie, gotowanie, kolejki w sklepach, robienie zapasów żywności niczym chomiki, wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy a potem siedzenie i konsumowanie a pupy rosną… Drudzy mówią: ach cudownie, ten rodzinny klimat, beztroska, chodzenie od czwartku na nabożeństwa w Kościele, oglądanie wspólne powtórek seriali, celebrowanie posiłków w gronie rodzinnym, wszechobecny wszędzie żółty kolor – kurczaki, jajka, żonkile… Trzeci mówią: nie obchodzę świąt i tyle. A mnie i zapewne nie tylko mnie święta kojarzą się z wyrzutami sumienia z przejedzeniaJ Nie o to chodzi, że pękam z nadmiaru jedzenia, ale widzę przed oczami obraz dnia następnego. Siłownia położona tuż obok mnie, od 6 rano wypełniona po brzegiJ. Steper, bieżnia, tudzież wszystkie przyrządy pomagające w pozbyciu się tego co przybyło przez tych kilka dni przeżywają prawdziwe oblężenie. W takim razie mimo wszystko, wszystkim i każdemu z osobna życzę Wesołych Świąt
Modeling nie jedną ma twarz
Dzisiaj przed snem chciałabym Wam przedstawić portfolia kilku modelek – jedne z moich ulubionych. Zobaczycie jak różne od siebie są to kobietki, łączy ich jedna cecha wspólna – pasja. Sami się przekonajcie, że modeling nie jedno ma imie.
Na początku Małgosia http://www.maxmodels.pl/margita.html Tak się składa, że razem pozowałyśmy do dwóch sesji. Niezwykle ciepła i przyjazna kobietka a do tego jest wspaniałym przykładem na to, iż fotomodelką nie musi być wcale 16 letnia dziewczyna, ale jest to dziedzina otwarta dla kobiety w każdym wieku. Gosia w swoim portfolio ma bardzo profesjonalne zdjęcia i trzymam mocno kciuki aby nigdy nie dała sobie wmówić przez ludzi, że się nienadaje.
Natalia http://www.maxmodels.pl/princesseangelique.html - chciałabym mieć choć 1% tej charazmy i oryginalności co ma ona. Z podziwem oglądam jej nowe sesje, które za każdym razem zaskakują i zadziwiają. Imponuje mi jej odwaga i otwartość oraz to, że ma swoją osobowość daleką od plastiku. Oby takich modelek było jak najwięcej.
Marta http://www.maxmodels.pl/marta_tusia.html - to urodzona artystka o alabastrowym ciele. Nasza rodzima Amelia. Niesamowicie plastyczne ciało i twarz a do tego przemiła kobietka. Obcowanie na sesji z Martą, to duża dawka artyzmu i przyjemności z jej obecności:)
Natasha http://www.maxmodels.pl/natashadeviant.html zdecydowanie jej typ urody wywarł na mnie kolosalne wrażenie. To chodząca indywidualność. Świetnie pozuje, ma nienaganną figure i swój własny styl co czyni ją jeszcze bardziej ciekawszą i tajemniczą. Jestem przekonana, że o Natashy będzie jeszcze baaaardzo głośno, jest pro modelką.
Natalia http://www.maxmodels.pl/lovely-shee.html na sam koniec przedstawiam delicje wśród modelek. Nigdy nie poznałam Natalii osobiście, wróże jej jednak karierę na miarę Anji Rubik i życzę tego z całego serca.
To pierwsza część modelek z listy moich subiektywnych typów, w krótce ciąg dalszy:)
Wiosenno-poranne marudzenie – portret własny i ogółu
Wiosna przyszła a wraz z wiosną poprawia nam się nastrój, humor, cera, biomed i ogólne samopoczucie. Za rogiem mojego bloku psy radośnie kopulują, ptaszki swym trelem zwiastują, że i nam na amory zaczyna się zbierać. Znajomy fotograf oddzwania przepraszając, że nie mógł rozmawiać bowiem cały poranek zajęty był “przestawianiem łóżka” ze znajomą. Jakby to nie brzmiało enigmatycznie, wiosna tłumaczy wszystko. Piętro wyżej para studentów (poprawnie ujmując – on i ona) ćwiczy anatomie palpacyjną po 1 w nocy … nie, ja wcale nie podsłuchuję, tutaj ściany mają uszy:) Rano mijamy się w drzwiach wyjściowych, wymiana grzeczności, uprzejmości, na koniec przemiły uśmiech – dzień zapowiada się wspaniale dla nas wszystkich. Idę w kierunku przystanku tramwajowego, po drodzę jak zwykle chcę kupić bilet, ale co to ? – “biletów nie ma!!!!” i trzask, zazgrzytało aż okienko zamykane z całej siły przez naburmuszoną panią z kiosku na wprost szpitala. Zapewne pani wiosny nie poczuła, może to ta bliskość ze szpitalem…? Kto wie… Pan motorniczy minę ma tak skrzywioną, jakby żona zamiast porannego seksu kazała mu wypić szklanke soku z cytryny (nowy rodzaj antykoncepcji?). Przeczuwając problemy mimo wszystko podchodzę aby zakupić ten nieszczęsny bilet, bo co robić, co robić…- 2.8o zł!!!! wrzasnął wyginając w grymasie wąskie usteczka i mrużąc już i tak małe, zapadnięte oczy owy jegomość. Posłusznie wyjmuję z porfela 5 zł, które stanowiły wszystek moich pieniędzy w tamtej chwili. Drobniej, a jak nie to wysiadać!!!! Ooo nowość, takiego tekstu wcześniej jeszcze nie usłyszałam. Szukam, szukam – ale nigdzie nie mam drobniejszych pieniędzy i nikt o dziwo nie ma rozmienić. Zostałam wywalona z tramwaju na przystanku w którym wsiadłam. Zakończę opowieść o tym jednym wcześniejszym dniu a rozpocznę o dniu dzisiejszym.
Słoneczko świeci za oknem, termometr wskazuje temperaturę powyżej 10 stopni – spacerek 3 kilometrowy dobrze mi zrobi. Wyjmuję z szafki wiosenne buty zakupione jeszcze jesienią zeszłego roku, których nigdy dłużej niż minuta nie miałam na nogach. No to w drogę… Celem mojej pieszej wycieczki był Dom Pomocy Społecznej im. Helclów, gdzie co środę odbywają się zajęcia praktyczne masażu na biednych i schorowanych pacjentach. Mniej więcej w połowie drogi marzyłam już o zdjęciu tych okropnych butów. Krew się leje, odciski na piętach i palcach dają weznaki, ale trwardo idę z myślą, że pod salą do masażu zdejmę buty i będe w skarpetkach – jak zazwyczaj to robię. Przy wejściu po schodach pomogłam wejść jeszcze staruszkowi, który nie mógł doprosić się stojącej obok sprzątaczki o pomoc. Robię krok następny a tu jak nie huknie, jak nie wrzaśnie owa sprzątaczka ubrana w uniform niczym pani doktor z Leśnej Góry, że mam mieć od drzwi wejściowych do budynku obuwie zmienne i nie interesują ją to, że posiadam takowe, ale na sali do masażu. Na dworze nie ma śladu błota, wody czy innej kałuży, buty wytarłam ostatkiem sił – a ona dalej staje przede mną tarasując wejście i zmuszając do przejscia na boso tych około dwustu metrów. Krzycząc (to łagodne określenie) wywabia z sal zakonnice, które i na mnie zaczeły przelewać swoje wiosenne frustracje stając w obronie sprzątaczki. Dwie z nich były w traperach z bieżnikiem, co nie umknęło mojej uwadze oraz komentarzowi na ten temat. Myślę sobie – dobrze, zdejmę buty i przejdę w tych zakrwawionych stopach po brudnym – wściekle brudnym korytarzu (niby właśnie sprzątniętym) byleby jak najszybciej wejść do sali i usiąść. Po paru godzinach, kiedy zajęcia dobiegły już końca – owa kobieta dalej nadawała do innych ludzi na mnie. Za to jej chyba tam płacą:) No cóż… drogie panie i drodzy panowie – wiosna. Poczujcie ją chociaż Wy, niech ten świat będzie piękniejszy. Uśmiechnijcie się, powiedzcie coś miłego – a wtedy zaręczam, że i inni to dostrzegą. Życzę Wam z całego serca, cieszcie się każdym promykiem słoneczka i bierzcie z tej wiosny ile się da:) Pozdrawiam – Aga
